Stasiek nie bylby soba gdyby jednak nie odwalil nam od czasu do czasu jakiegos minimini przekreciku. Po drodze do Mandawy zawiozl nas do miasta rzeczonego w tytule. No to juz chyba byl najgorszy smierdzacy skrawek budynkow i ulic jakie przyszlo nam nawiedzic i dotknac nasza stopa...
Przekretem bylo to ze narail nam jakiegos kolezke, ktory nas oprowadzi po starych domach, ktore sa wymalowane w szuce Haveli (cokolwiek to nie znaczy). No i te malunki maja po 150 lat (pfff juz nawet Wawel jest starszy). No i niby ok, gdyby nie to ze po wejsciu do pierwszej zamieszkalej ruinki pojawila sie grubaska w sari i jak zwykle "bakszisz twenty rupies". Wiec dalismy jej dyche i powiedzielismy zeby spadala na drzewo, a do naszego przewodniczyny zeby nas natychmiast zaprowadzil do drivera i juz. Oczywiscie jemu tez musielismy zabecelowac.
Zli na Staska, ale jeszcze w ryzach trzymajacy emocje (juz blisko, juz tylko dzis i jutro sie go wieczorem pozbedziemy - nie to ze byl zly czy cos, ale w sumie to juz zmeczeni jestesmy nim tak po prostu) poprosilismy: straight to Mandawa PLEASE!
Nie moglismy uwierzyc jak tu przyjechalismy. Myslelismy ze to jakies kolejne miasteczko/wies, jakich wiele mijualismy po drodze do naszych docelowych miast. Niestety nie... TO bylo nasze docelowe miasto. Po wykloceniu sie o cene pokoju (bez TV - w zadnym hotelu nie ma TV w pokoju, chyba ze w apartamencie ktory kosztuje 4000IRP), poszlismy na obiad. Za horrendalna kwote 600IRP/2 os. Piwo 140! nie kupilismy go bo normalnie w hotleach kosztowalo 100, a w sklepach 60. Nie zeby to byly wielkie pieniadze tak w ogole na plny, ale chodzi o zasady! W koncu nikt nie bedzie dymal Polaka :)
O miescie nie napiszemy absolutnie nic poniewaz absolutnie nic tu nie ma. Nawet Stachu powiedzial "I hate this city!" No ale coz, jest to we zasadzie miasto transferowe do jakiegokolwiek innego: Delhi, Jaisalmer, Jodhpur, Bikaner... No i z nudow nadrabiamy bloga :) przynajmniej tyle dobrze. Oczywiscie net tez kosztuje zlodziejska cene 60, gdzie normalnie placi sie max 40 za godzinke.
Pozytywne: wiemy na jaka plaze uderzyc na Goa, mamy bileciki na Goa i do Bombaju juz wykupione (tanie jak barszcz!).
No i coz, mamy nadzieje ze jak zobaczycie nas w pracy w naszych snieznobialych koszulkach z przepiekna opalenizna to Wam wszystkim skoczy gul ;)
A na serio: jestesmy juz zmeczeni, jakby nie bylo widzicie ile kilosow zrobilismy. Jak dobijemy do Delhi to bedzie circa 2700km. Wiec chyba odpoczynek na dziewiczej plazy ze zlotym piaskiem, przepieknymi palmami i kokosem w reku sie nam nalezy :D